Language:


  Witamy na stronie hodowli kotów brytyjskich tabby SILVER SUN *PL. Zapraszamy do zapoznania się z rasą kotów brytyjskich, jakimi wspaniałymi przyjaciółmi są te „mruczki”.

Jak głosi legenda - rasa kotów brytyjskich, sięga czasów rzymskich. Legioniści rzymscy sprowadzili  na Wyspy Brytyjskie koty domowe do walki z inwazją szczurów. Tej legendy nie uda nam się potwierdzić z uwagi na odległą historię. Rasa ta wywodzi się od kotów domowych zamieszkujących Wielka Brytanię, nie jest to jednak domowy kot ”brytyjski”. Na skutek długotrwałych działań wojennych i wielkich zniszczeń  podczas II wojny światowej, istnienie tej rasy zostało poważnie zagrożone. W latach 50 ubiegłego wieku, hodowcy wzmacniają  populację tego gatunku poprzez krzyżowanie z persem niebieskim. Poprawiają przez to cechy tej rasy, dążąc do doskonałości.

Koty brytyjskie są jednymi z większych przedstawicieli wszystkich kocich ras. Charakteryzują się krępą budową ciała. Ważą od 4 do 9 kg i są zarazem największymi kotami krótkowłosymi. Mają średnie lub krótkie nogi. Posiadają krótką, miękką i gęstą sierść w około 150 odmianach barwnych. Występują w odmianach jednokolorowych – jako (niebieskie czarne, rude, kremowe, czekoladowe, liliowe i białe). Bywają również dwubarwne (tylko u samic), a także trójbarwne. Głowa ich jest dość spora  osadzona na krótkiej szyi z wyraźnymi policzkami i zaznaczona brodą . Uszy raczej małe szeroko rozstawione, lekko zaokrąglone na końcach. Oczy duże, wyraziste okrągłe  zielone, złociste, pomarańczowe, turkusowe u odmiany colourpoint niebieskie. Przez swoje gęste futro i krótkie nogi sprawiają wrażenie masywnych a nawet grubych.

Wielkim atutem kotów brytyjskich jest ich charakter. Koty te są bardzo łagodne, zrównoważone i  towarzyskie. Przywiązuje się do właściciela a nie tylko do miejsca. Potrafi podążać za nim przez cały dzień, cierpliwie czekając, aż otrzymają potrzebną im uwagę. Dużą zaletą jest ich charakter, w sytuacjach stresowych nie przejawiają agresji. Kiedy nie ma nas w domu przez kilka godzin, każdy z kotów wybiera sobie swoje ulubione miejsce i zapada w sen. Po naszym powrocie witana nas jeden lub cała gromadka w przedpokoju pomrukując i ocierając się o nogi.

Koty brytyjskie są zaskakująco łagodne i ciche w stosunku do swojej wielkości. Ich pogodne usposobienie i łagodny charakter  sprawia, że szybko przywiązują się do miejsc a zwłaszcza do domowników. Nie zapominają pobawić się z dzieckiem czy tez psem. Akceptują przebywające w domu inne koty, chodź nie od pierwszej chwili. Idealnie czują się w ciszy i spokoju, patrząc w ulubione okno i wylegując się na balkonie lub parapecie w  promieniach słońca. Dobrym miejscem dla naszego pupila jest też wysoki punkt w domu, np. komoda, lodówka gdzie może obserwować życie domowników z którymi mieszka. Niekonfliktowe usposobienie idzie w parze z ich cierpliwością i inteligencją.


O Hodowli

Pomysł na założenie hodowli nie powstał na początku mojej przygody z Kocią Rodziną. Długo trzeba było czekać zanim przekonałem się do chęci posiadania kociego przyjaciela. Z zamiłowania byłem bardzo przywiązany do psów. Przypuszczalnie to był powód, moich długich rozmyślań. W moim domu rodzinnym koteczka „Ślicznotka” była mojej siostry, a ja zawsze miałem psa. Owczarki niemieckie skradły moje serce, a zwłaszcza jedna „Kora”.  Bardzo Ją pokochałem i Ona mnie również. Nasza przyjaźń była ogromna, a jej przywiązanie wielkie. Mam nadzieję, że nie wiedziała iż uratowałem ją od uśpienia, ze względu na chorobę. Owczarka niemieckiego Korę przywiozłem do domu w kieszeni, była „tak wielka”. Wyrosła na śliczną suczkę. Podobała się nie tylko mnie. Pewnemu niemieckiemu turyście również, który przekonywał mnie przez „dobre pół  godziny”, żeby Ją sprzedać. Przyjaciół nie sprzedaje się i nie można kupić ich za żadne pieniądze. Niestety pewnej nocy moja mama raz zapomniała Ją zamknąć na kłódkę w kojcu, kiedy mnie nie było w domu. Kora zapłaciła bardzo wysoką cenę za swoja ufność. Bardzo dużo „kosztowała mnie” ta skradziona i rozerwana przyjaźń.  Długo nikt nie mógł zająć Jej miejsca.


Ze względu na pracę zawodową nie mogłem sobie pozwolić na wychowywanie małego szczeniaka. Za sprawą bliskiej mi Osoby zrodził się pomysł na Kociego Przyjaciela. Miał być to kotek do kochania na kolanka. To ja zapragnąłem mieć Koteczkę, która chociaż raz będzie miała małe kociątka. I tak oto po kilkunastu miesiącach oczekiwania pojawiła się w naszym domu XISTIS z Herbu Kadar*PL.


U nas w domu otrzymała imię Tigra, zdrobniale Grusia. Do Lublina przyjechała 24 stycznia 2010r. Owinęła sobie wszystkich wokół palca (czyt. Łapki). Moje postanowienie, że kot nie będzie wchodził mi do sypialni i ze mną spał już pierwszego dnia legło w gruzach. Wystarczył Jej wzrok i żałosna minka, abym sam Ją wziął na łóżko, żeby mogła się przytulić. Tyle potrzebowała do pełni kociego szczęścia, za co Grusia podziękowała głośno mrucząc. Była pięknym bardzo kochanym Kotkiem. Jej weterynarz podczas jednej z wizyt u nas w domu stwierdził, że zachowuje się  jak Księżniczka i tak jest też przez nas traktowana.

Warunkiem posiadania Koteczki, która będzie miała kocięta jest założenie hodowli. I tutaj bierze się początek działań hodowlanych. Wyjazdy, wystawy, nowe kontakty i poznawanie nowych hodowców, a także ich pasji, które z czasem stały się moimi pragnieniami.


Tigra przez długi okres sama mieszkała w naszym domu. W pewnym momencie w  towarzystwie brązowego kotka – Negry.  Z czasem zrodził się pomysł, żeby miała towarzystwo i swojego stałego partnera. Dzięki kontaktom moich przyjaciół Ani Turczyńskiej i Rafała Ferenca udało się przekonać Iris Knüfermann, aby jeden z jej wychowanków zamieszkał w Lublinie.

1 sierpnia 2011r. po długiej podróży z Minden przyjechał do nas Gryffindors Silver JOSCHKA*DE. Bardzo fajny mały chłopak, który przez swój charakter i to, że szybko stał się „oczkiem w głowie” zburzył długo układane relacje Tigry z Negrą. Podejrzewam, że poszło o spanie w sypialni.

Moje marzenie aby Tigra (Grusia) choć raz miała małe, spełniło się 17 lutego 2012r. Sama urodziła piątkę pięknych dużych pasiaków. W asyście mojego przyjaciela Rafała Ferenca, który odbierał poród. A także sztabu konsultantów Ani Turczyńskiej i Pani Gosi, której nie miałem okazji osobiście poznać. Kiedy myślałem, że  piątka malców to już wszyscy, którzy chcą oglądać ten świat. Okazało się, że nic bardziej mylącego. Czekała jeszcze dwójka, która po kilku godzinach urodziła się w klinice, w wyniku cesarskiego cięcia. Cała siódemka pasiaków i mama wrócili do domu. Byłem przeszczęśliwy. Jednak tym szczęściem nie było mi dane cieszyć się zbyt długo.

Po kilku dniach moja Księżniczka Grusia zmarła w klinice. Cały świat mi się wtedy zawalił. Nigdy nie przypuszczałem, że to moje marzenie spełni się tak dosłownie, że tylko raz będzie miała dzieci. Gdybym wiedział, pewnie nigdy bym tak nie pomyślał. Bardzo żałuje i cierpię, że Jej już tutaj nie ma. Ania wtedy powiedziała, że Księżniczka miała podwójna misję i ja się z tym zgadzam. Pomimo braku Jej fizycznej obecności, pewna część Grusi jest jednak ciągle z nami. Ta wspaniała siódemka, którą widzę jak wspaniale się rozwija i rośnie jest nagrodą za nasze tak gwałtownie zerwane więzi. Pewnie gdzieś z góry spogląda jak zajmuje się Jej maluchami. To Ona dodaje mi sił w trudnych momentach.  A nasze maleństwa ciągle rosną szybko się rozwijają. Pewnie Gruśka byłaby zadowolona, że dwie dziewczynki zostają w naszej hodowli – Amy i Ashanti.